Mam świadomość, ze sprawozdanie z wyjazdu studyjnego powinno być zwarte, krótkie i rzeczowe, ale nie da się w dwóch zdaniach opisać wszystkiego co dla grupki naszych reprezentantów przygotowała nasza gospodyni pani Jolanta Tenner Imbierska podczas study tour w ramach transgranicznego programu rozwoju miast Cottbus I Zielona Góra.

Bo jak można by nie wspomnieć o atmosferze Cottbus, romantycznego, cichego i spokojnego miasteczka przycupniętego nad brzegami Sprewy, gdzie historia ( reprezentowana choćby przez Zamek, Muzeum Wendyjskie, Historyczną aptekę) miesza się z nowoczesnością ( hala koncertowa, hotele, centra kultury, handlu, sztuki).
To miasto w którym naprawdę każdy znajdzie cos dla siebie.

Mali turyści odwiedzić mogą ZOO gdzie Czekają ich nie lada atrakcje ( bo w jakim innym ogrodzie można samemu nakarmić lemura, czy trochę większe zwierzątko jak chociażby słoń?)Miłośnicy przyrody muszą obowiązkowo odwiedzić Park Księcia Puklera w Branitz ( wiosną magnolie zapierające dech w piersiach, jesienią feria złotych barw, a „kropką nad i” są oczka wodne i…. prawdziwe, najprawdziwsze piramidy) A na zakończenie meczącego dnia polecam wizytę w planetarium ( programy naukowe przygotowane z wielkim poczuciem humoru, opatrzone muzyką, która porywa do tańca i zmusza do śpiewu, a wszystko to w języku polskim)

Wizyta w Szprewaldzie jest dowodem na to, że atrakcji z prawdziwego zdarzenia wcale nie trzeba szukać daleko. Rejs łódką płaskodenną po kanałach Szprewy w poszukiwaniu legendarnego Króla Węży przy akompaniamencie ptasich śpiewów i widokach, które sprawiają, ze bez wahania uznaje się to miejsce za najbardziej romantyczne w promieniu kilkuset kilometrów a nazwę Niemiecka Wenecja za bynajmniej nie przesadzoną.

Na deser spotkanie z królową ogórka, musztarda na sto sposobów, wieczór przy muzyce, nauka polki.. wszystko to czeka na nas w tej malowniczej ukrytej w leśnych zakamarkach krainie.

Nie mogę też pominąć słodkiej tajemnicy – czekoladowej manufaktury, w której z czekolady zrobione jest wszystko, relaksu w szprewaldzkich solankach ( tutejszym małym Morzu Martwym), obiadu w dawnej stacji kolejowej, bowlingu w hotelu leśnym, czy kolejki wąskotorowej w sercu zielonych płuc miasta.

Cała nasza trzydniowa wizyta pod opiekuńczymi skrzydłami Pani Joli, okazała się za krótka, bo z każdą chwilą pojawiały się nowe atrakcje, które jeszcze chcielibyśmy zobaczyć. Nie od razu Szprewald zbudowano. Kto wie , może jeszcze tam wrócimy? Nie wiem, ale nasi turyści z całą pewnością powinni pojechać.

To miejsce, gdzie naprawdę nie można się nudzić. Ja już tęsknię za tymi widokami, ludźmi i atmosferą wielokulturowości i otwarcia tego regionu, w którym do dzis obok siebie żyją Niemcy i Serbołużyczanie, gdzie na ulicach wciąż brzmią dwa języki i gdzie odchodząc od stołu po przepysznej regionalnej pieczeni w sosie chrzanowym, równie grzecznie jest powiedzieć „DANKE” jak i „Źěkujom se!”

Do zobaczenia – Auf Wiedersehen! -Na zasejwiźenje!

J.A.G